Jak założyć własny biznes? Moja historia

by Ola Sobiegraj

Jak założyć własny biznes? Moja historia

by Ola Sobiegraj

by Ola Sobiegraj

Jak założyć własny biznes?

Myślałam o tym momencie długo. I w końcu, zaplanowany i przemyślany, moment złożenia wypowiedzenia. Jednocześnie bohaterski i stresujący, smutny i uwalniający. I gdzieś tam w tle lata myśl, a co jeśli… blablabla, ale ją przeganiam w kąt „na później”. Wraca pewność siebie, złagodzona jednak sloganem „przecież zawsze można wrócić”.

Ja nie rzuciłam pracy. Ja się metodycznie i w wyrachowanej tajemnicy przygotowałam do zarabiania pieniędzy i spędzania życia w inny sposób.

Najlepsza decyzja, jaką podjęłam.

jak założyć własny biznes

Jak założyć własny biznes?

W korporacji pracowałam osiem lat, własną działalność prowadzę od dwóch. Nie wiem, czy osiągam sukces – ale osiągam swoje cele. Moi podopieczni chwalą efekty mojej pracy i doceniają wkład. Cele bywają różne, ale zawsze je wspólnie osiągamy. Stworzyliśmy genialną atmosferę. Cieszy mnie to, co robię, codziennie! Co więcej, zarabiam więcej niż początkowo zakładałam. Mam nieporównywalnie więcej czasu dla Milenki i… jestem po prostu szczęśliwa, praca się do tego przyczynia, a to w zasadzie póki co mój wyznacznik sukcesu 🙂

Najważniejsze w tej kwestii jest dla mnie niemierzalne. Nie w złotówkach. Słucham siebie i doceniam fakt, że mam na to czas i warunki w przeciwieństwie do poprzedniej pracy.

Jak zaczęłam? Co jest dla mnie najważniejsze?

Jeśli szukasz porad – nie znam takich, nie umiem napisać 🙂 To moje własne przemyślenia, u mnie się sprawdziły, w połączeniu z moim charakterem i podejściem do życia.

jak założyć własny biznes

Po pierwsze, nie pomysł

Może to będzie kontrowersyjne, co powiem. Ale to wcale nie pomysł jest najważniejszy. Już niemal wszystko istnieje, a innowacyjność wcale nie musi dotyczyć samego pomysłu. Mam wrażenie, że mnie to długo blokowało.

Tysiące pomysłów na biznes miewałam, a potem robił to ktoś inny, i myślałam, no kurde, znowu…?? a mogłam spróbować… Echh. Nie, nie pomysł. Wizja i plan JAK. JAK chcę TO robić. No dobra. Co sprzedaję, jakie to jest? Jakie wartości przekazuję „przy okazji”, a jakie przede wszystkim? Jakie produkty, jakie korzyści będą ludzie z tego mieli? I dla kogo dokładnie to robię? Wyobraziłam sobie ze szczegółami swojego klienta – wiek, status społeczny i materialny, kto to jest? Dosłownie, z kolorem włosów włącznie 😉 Nie myślałam, czy mój produkt/usługa już jest do kupienia, czy nie. Skupiłam się na sprecyzowaniu wyjątkowej wersji, mojej.

Ja nie lubię pytań „gdzie chcę być za 3 lata”. Bo po drodze chcę łapać okazje i być elastyczna. Moja definicja wizji to dokładny plan i otwartość na to, co się napatoczy po drodze.

Po drugie, ryzyko

Nie przewidzisz wszystkiego, więc zrealizuj punkt 1 jak umiesz najlepiej i rób 🙂 Z otwartą głową, pozytywnym nastawieniem i konsekwentnie. Jak przestaniesz wierzyć w jakiś projekt – zostaw, nie rób. Moim szefem jest klient, a nie ktoś w czerwonym krawacie na drugim końcu świata. Jeśli mój klient przeżyje (czyt. zostanie ze mną i będzie zadowolony), a ja już w to nie wierzę – odpuszczam. Wiecie, jak wiele to zmieniło w mojej głowie? 😀 luksus 🙂

Ryzyko dotyczy stabilizacji finansowej, wiadomo. Nigdy nie jest tak, że jest się zabezpieczonym ze wszystkich stron. Kto z nas nie ma kredytu i/lub rodziny i/lub planów na podróż itd… Kolejny raz wracamy do punktu 1 i obmyślamy każdy szczegół tak, by zminimalizować stres, ryzyko i wtopę. I jeśli się da, przetestuj swój biznes zanim rzucisz szefowi wypowiedzeniem 🙂

Po trzecie, rozwój

To jednak praca, a nie tylko spełnianie marzeń 🙂 Owszem, pierwszych kilka miesięcy jarałam tym, że mogę o 14 łazić po parku w słońcu, a nie muszę siedzieć w klimatyzowanym biurze -i łaziłam 😛 No ale nie oszukujmy się, budzik dalej dzwoni, tym razem na trening o 6.30 😉 Ja mam zasadę – co najmniej raz w roku startuję z czymś nowym. I uczę się, cały czas. Właśnie się zapisałam na szkolenie z dietetyki. Mówiąc cały czas, mam na myśli – cały czas!

Podsumowując

jak założyć własny biznes

Trzeba chyba znaleźć złoty środek pomiędzy szukaniem dziury w całym a rzuceniem się na głęboką wodę?

No chyba, że miałam więcej szczęścia niż rozumu i guzik o tym wiem… 😉

Ciekawa jestem, czy podzielasz moje refleksje, i czy coś byś dodała?

Top