Mapa marzeń zamiast noworocznych postanowień – po co i jak ją zrobiłam?

by Ola Sobiegraj

Mapa marzeń zamiast noworocznych postanowień – po co i jak ją zrobiłam?

by Ola Sobiegraj

by Ola Sobiegraj

W tym roku, zamiast postanowień czy planów, zrobiłam mapę marzeń. Jej wrzucenie na mojego Facebook’a i do Fit-Grupy spotkało się z żywym zainteresowaniem z waszej strony. Dlatego mapa marzeń jest tematem pierwszego wpisu w 2019 roku na moim blogu 🙂

mapa marzeń

Mam nadzieję, że zainspiruję cię do ciekawych i trwałych zmian!

Dlaczego postanowienia nie działają

Postanowienia noworoczne to widmo, które znika zwykle z końcem stycznia. Trochę zwiększysz ich szansę powodzenia, jeśli postanowienia typu „schudnę 20 kg” przekujesz w realne cele. Na przykład zapiszesz, że „na koniec stycznia chcę mieć -4 kg” oraz sprecyzujesz konkretne działania, takie jak: „rezygnuję ze sklepowych słodyczy” i „trenuję w poniedziałki, środy i piątki”. Pisałam zresztą w zeszłym roku, jak zrobić, by zrealizować postanowienia z efektem „wow”. Ten artykuł wciąż jest aktualny, ale teraz zrobiłam więcej.

Koniec roku kusi, by odciąć minione wydarzenia (niepowodzenia, błędy, niepokoje i katastrofy) grubą krechą. W problematycznym związku zapomnieć, wybaczyć i zacząć – cokolwiek to znaczy – od nowa. W zmaganiach z wagą nagle trzymać się diety i ćwiczyć.

Nowy rok, nowa ja!

Odciąć grubą krechą! Znasz to? Tak, tylko… czy faktycznie nagle się zmienisz? Czy nie wpadniesz z powrotem w ten sam kołowrotek błędów, skoro właściwie nie wiesz, co zrobiłaś nie tak? Zarzucasz sobie niewystarczającą dyscyplinę, „słabą silną wolę” i masz wyrzuty sumienia. A to… po prostu ty. I pozostaje pytanie. Chcesz się nauczyć czegoś nowego? Czy tylko osiągnąć cel, bo tak sobie postanowiłaś…

Uczę się na błędach, bo szkoda kolejnego roku, by je powtórzyć

mapa marzeń

W tym roku zrobiłam więc coś całkiem odwrotnego… Przeanalizowałam błędy, niepowodzenia i porażki. Wypisałam to, co mi się nie udało (a na czym wciąż mi zależy, bo nie ma co się babrać w czymś już nieistotnym). Zadałam sobie pytanie. Dlaczego mi nie wyszło?

Podam ci przykład. Moje konto na Instagramie. Zeszłorocznym celem było rozkręcenie go. Nie wyszło. Wciąż rozumiem z tego medium tyle samo, czyli niewiele więcej niż nic. Hashtagi są dla mnie czarną magią, zapominam o wrzucaniu zdjęć i nie przełamałam się, by gadać do telefonu i kręcić Instastories.

Oczywiście wiem, że wszystkiego jestem w stanie się nauczyć. Hashtagów, edycji zdjęć, konstruowania spójnej siatki i kręcenia angażujących Instastories. Czemu nie zagłębiłam się w polecany przez inne blogerki program do edycji zdjęć i nie poznałam jego możliwości? Bo mi się nie chciało! Czy chcę to dalej zrobić? Tak.

A co z gadaniem do telefonu, bardziej dynamicznymi relacjami z pogranicza prywatnego życia i dzieleniem się codziennymi przemyśleniami? I tu napotykam na barierę, którą do tej pory postrzegałam jako błąd czy niewystarczająco skuteczne działanie. Wyjdź ze strefy komfortu, nie wstydź się, grzmiało mi w głowie, doprawione wyrzutami sumienia. Naucz się, tak, jak edycji zdjęć.

A właśnie, że nie. Chcę oczywiście dawać ci swoim zaangażowaniem, przykładem i pracą prawdziwą wartość. Pomagać, motywować, informować i wspierać najlepiej, jak umiem. Ale mam pewne granice, które wcale nie są niechcianymi ograniczeniami, tylko wyborem.

Gadanie do telefonu, kiedy idę do przedszkola po Milenkę, w tym się nie zawiera. Podobnie, jak fotografowanie każdego posiłku. Na wakacjach chcę móc zapomnieć o telefonie, o pracy, o blogu i fanpage’u. Na co dzień chcę pielęgnować prawdziwe relacje, także online, ale takie, które wykraczają poza komunikację emotikonkami i serduszkami.

Jednocześnie zastrzegam – nie oceniam nikogo, co najwyżej podziwiam poświęcenie blogerów i influencerów. W tej chwili nie jestem pewna, jak i gdzie ustawić granice, by czuć się dobrze. Nie chcę stać się więźniem swojej, bądź co bądź ukochanej, pracy. Dowiedziałam się więc, czego nie chcę. To bardzo cenne!

Ta ważna wiedza ukryła pod powierzchnią nieosiągniętego celu. Dowiedziałam się tego analizując „nierozkręconego Instagrama”, zaakceptowałam nowy fakt i nie chcę go teraz zmienić – co oczywiście ma swoje konsekwencje. Akceptuję to. A edycji zdjęć się nauczę 🙂

Mapa marzeń zamiast postanowień

Tak się rozprawiłam ze wszystkimi nieosiągniętymi celami. Powstała mi lista zadań – można powiedzieć, że są to zaległości. Czuję się uwolniona i wiem, że nie oszukuję samej siebie. Wiem, czego chcę się nauczyć i co osiągnąć.

W tym roku postawiłam na… marzenia. Mapa marzeń to kolaż ulubionych czynności. Takich, które sprawiają mi radość, są dla mnie ważne i powodują, że dobrze się czuję. Sporo jest takich działań, dlatego ograniczyłam się do tych, o których łatwo mi zapomnieć. W tej mapie chodzi tylko i wyłącznie o mnie – dlatego nie ma w niej rodziny, nawet dzieci. To oczywiste, że dzieci są moim priorytetem, ale też wiem, że o tym nie zapomnę. A o sobie… niestety mogę. Mapa marzeń mi przypomina 🙂

A na koniec 2019 chcę mieć poczucie, że moje działania przyniosły frajdę, nawet, jeśli nie zrealizowałam celów 🙂

mapa marzeń

Każda z ilustracji symbolizuje coś więcej niż powierzchowność obrazka. Bieganie to nie tylko oczywista czynność, przepełniająca mnie radością, ale także rozwój zawodowy. Walizka to nie tylko podróże, ale także strategia działania w pewnym obszarze. Wielki napis pośrodku ma mi przypominać, że ja jestem najważniejsza i nie muszę spełniać oczekiwań innych osób, nawet tych mi bliskich, jeśli nie chcę. Dbam o siebie 🙂

Wydrukowana mapa marzeń wisi w sypialni. Ustawiłam ją też jako tapetę telefonu – w końcu tam patrzę codziennie! Owszem, mapa marzeń posłużyła mi jako punkt wyjścia do sformułowania celów na ten rok. Mam pewność, że są zgodne z tym, co lubię robić i jak się chcę rozwijać.

Dołącz do mnie i zrób własną mapę marzeń!

I jak, podoba ci się ten pomysł? Jeśli tak, zachęcam do skopiowania, rozwinięcia i powielenia tego pomysłu. Mapa marzeń ma służyć tylko twojemu rozwojowi, możesz ją więc bardziej skomplikować i podzielić na obszary. Ja swoją uprościłam i nie zawarłam w niej (świadomie) nawet wszystkich ważnych dla mnie kategorii rozwoju.

Jeśli chodzi o kwestie techniczne – zdjęcia wzięłam z Google, a kolaż zrobiłam w Canvie. Potem udostępniłam swoją mapę na Facebook’u, by zainspirować także ciebie. Nie wszystkim się dzielę – częściowe znaczenie mapy marzeń zostawiam tylko dla siebie.

Będę ogromnie wdzięczna, jak zrobisz to samo! Pokaż swój rok 2019! Zainspirujmy się nawzajem, wrzucając swoje mapy do Fit-Grupy 🙂

Co ty na to??

Top