Radość w treningu! Radocha, fun, zabawa – jak to osiągnęłam?

by Ola Sobiegraj

Radość w treningu! Radocha, fun, zabawa – jak to osiągnęłam?

by Ola Sobiegraj

by Ola Sobiegraj

Radość w treningu to zaszczyt, o którym marzyłam, jak zaczęłam podchodzić poważniej do swojej zajawki sportem.

Trening to: początkowo jedynie wysiłek i pokonywanie słabości, potem już nawyk i odskocznia, a następnie rodzaj uzależnienia. Znasz ten schemat?

Czy to już radość w treningu? Nie. Moja definicja to dziecięca radocha z biegu w słońcu. Zabawa w pedałowaniu szybko, pod wiatr. Fun wtedy, gdy nogi są miękkie, ale głowa biegnie dalej! To taka motywacja, która budzi cię o siódmej rano na wakacjach, i biegniesz. Nie szukasz wymówek. Ale potrafisz rozpoznać, że dzisiejszy trening będzie na siłę i go nie robisz.

Dzisiaj chcę ci opowiedzieć, że radość w treningu to najważniejsza i najpotężniejsza motywacja. I o tym, jak mi się udało to dostrzec oraz osiągnąć 🙂

radość w treningu

Radość w treningu

Kilka dni temu, między blogowym postem a treningiem personalnym, wyszłam biegać. Nie zaplanowałam tego wcześniej, ba, w ogóle nie miałam na to teoretycznie czasu! Teoretycznie, bo w praktyce zajęło mi to pół godziny. Pomyśl, ile razy w ciągu tygodnia marnujesz 30 minut na fejsa, na korki w mieście, na kolejkę w sklepie itd. Jak trzeba, to mam te pół godziny. A jak nie trzeba, ale chcę? A właśnie, że też mam!

Zrobiłam tylko 4 kilometry, ale już dawno nie biegłam z taką radością.  Z uśmiechem. Cieszyłam się sama do siebie, słonko w nieumalowaną buzię, wiatr w naolejowane (a któż mnie widzi 😀 ) włosy, Beyonce w uszy 😉 I uśmiech od ucha do ucha, i pomysły przeskakujące po głowie bez ładu i składu. Efekt? Dzień z power’em i taką energią, nie do podrobienia! 🙂

Wiosna to najlepszy moment, by zacząć

Pisałam już kiedyś o tym, kiedy i jak najlepiej zacząć zdrowy tryb życia. Jestem zdania, że nie ma ani złej pogody na bieganie ani nieodpowiedniego poniedziałku, by zacząć ćwiczyć. Tym niemniej – wiosna to jednak wiosna 🙂 Nowa anergia, witamina D latająca w powietrzu i endorfiny płynące w żyłach 🙂 Wykorzystaj to! Leć przed siebie 🙂

Owszem, każdy trening musi być z głową. Powinien być zaplanowany. Jako trener nie powiem ci nic innego!

Ta radość w treningu nie przyjdzie od razu – bo na początku będzie tylko… zadyszka 😀 Żeby przyszła regularność, trzeba wyrobić nawyk i kilka razy zmusić się, bo zwyczajnie ci się nie chce, a potem wypadasz z tej regularności, mija kilka tygodni, a potem zakwasy, i znów zaczynasz w punkcie wyjścia… Ech. Brzmi znajomo…?

Tak, plan jest ważny. Ale wiesz, co jest jeszcze ważniejsze?

Elastyczność w treningu

Zacznij. Trenuj regularnie. Pracuj nad kondycją. ALE! Pozwól sobie na słabość. Bądź dla siebie dobra. Ostatecznie robisz to dla siebie! Po to, by lepiej wyglądać, by być zdrowszą, by czuć się szczęśliwszą? Wszystko jedno, jaka jest twoja motywacja – robisz to dla siebie. A nici z tego, jeśli obsesyjnie i rygorystycznie odhaczasz kolejny trening, z obrzydzeniem patrząc na strój sportowy. Odpuść, jeśli tego potrzebujesz! Odpuść, jeśli ci się naprawdę nie chce. Jeśli źle się czujesz, jesteś niewyspana albo chora. Nic na siłę. Przeczekaj to.

I – analogicznie – w drugą stronę! Idź biegać, nawet, jeśli to dzień regeneracji. Pobiegnij gdzie indziej, w inną stronę, inną trasą. Bądź elastyczna i dbaj o to, by trening (nie tylko biegowy) sprawiał ci radość!

Czy na radość w treningu da się zapracować?

Pewnie tak. Ale ja podchodzę do tego tak.

Radość w treningu to prawdziwy luksus, to uczucie, które nie jest takie proste do osiągnięcia. Ale to luksus, który mogę sama sobie podarować i wcale nie potrzebowałam nic specjalnego, by to osiągnąć.

Oczywiście, że zapracowałam sobie na ten zaszczyt dyscypliną i regularnością, ale też nauczyłam się… czekać. Przeczekać deszcz albo zły humor, do którego mam prawo. Bo wobec mojej miłości do biegania jestem egoistką! I tobie to też polecam 🙂

radość w treningu

Strasznie jestem ciekawa twojego zdania i twoich doświadczeń, zgadzasz się ze mną? 🙂 Daj znać!

4 Comments

  1. W sporcie chyba nie osiągnęłam jeszcze tego poziomu. Ale wiesz co? Zaczęłam myśleć o wszystkim, co robię ostatnio. I chyba trochę za bardzo martwię się o jakość i efekt końcowy, a w niektórych punktach trochę zgubiłam tę dziecięcą radość.

  2. W sporcie chyba nie osiągnęłam jeszcze tego poziomu. Ale wiesz co? Zaczęłam myśleć o wszystkim, co robię ostatnio. I chyba trochę za bardzo martwię się o jakość i efekt końcowy, a w niektórych punktach trochę zgubiłam tę dziecięcą radość.

    • masz rację, to uniwersalne spojrzenie… Już kiedyś spotkałam się z metaforą, że miłość do biegania to jak każdy inny związek – są wzloty i upadki, ale musi być chemia 😉
      może to banalne, ale o pasję trzeba walczyć :):)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top